P-11c w 1:72 – inwazja z Czech

No i doczekaliśmy się. Nasi południowi sąsiedzi nie poprzestali na wypuszczeniu 1:48 najlepszego modelu Spitfire IX, Albatrosie D-III Oeffag i MiG 21 przez Eduarda. Przyszła kolej na mniejsze firmy. Azur zapowiada P-11c z plastiku w 1:72! Przyjrzyjmy się dzisiaj tej zapowiedzi i pokomentujmy naszych rodzimych producentów modeli…

Czeski model jest już zapowiadany od jakiegoś czasu. Pokazane zostały rendery 3D i box-arty. Reakcja polskiej publiczności na forach jest burzliwa. „zamówiłem już kilka sztuk w wiadomym sklepie…”, „święta przyszły szybciej w tym roku…” itd.

a112_pzl_p.11c

Co na to nasi producenci?

Dziwi trochę brak reakcji polskich producentów na ofensywę czeską. Zobaczcie, oni wszyscy (Czesi) idą z ogromna determinacja w wysoką jakość. W Polsce przebłyskiem był SW-4 i Mi-2 z Aeroplastu. A Mirage-Hobby puszcza jakieś korwety w 1:350 gdy brak dobrego Karasia w 1:72! IBG niby fajnie – ale ich modele pojazdów są skonstruowane archaicznie. Bussing-Nag 4500 – to porażka przy modelu z AFV! Śmieszną sprawą jest Attack Squadron – firma żywiczna, ale próbująca obstawić ciekawe tematy – przyznała się ostatnio do wypchnięcia przez AZ- Model z tematu AH-1 Cobry w 1:72.

p-11c-silnik-render

Nie chcę być tutaj odebrany jako osoba atakująca polskich producentów. Wydaje mi się jednak, że przespali oni koniunkturę na polskim rynku.
Można zrozumieć, że Eduard wypuszcza Messera lub Spita, taki temat i taka firma. Ale żeby Czesi atakowali rynek polski P-11c?

p-11c-silnik

Co w modelu?

Reakcje naszych sklejaczy plastiku są trochę zbyt entuzjastyczne. Pokazują one raczej jak przegłodzone jest nasze bractwo kleju i pędzla. Jak bardzo pragnie Tamigawy w polskich barwach.
Rendery pokazują tylko silnik. Najprawdopodobniej tylko ta część modelu będzie wykonana na najwyższym poziomie, Nie widziałem (nie znalazłem???) renderów reszty maszyny. Z tego co piszą na czeskim forum wykonana jest w metodzie tradycyjnej, i to short run.

Model je vyroben technologií short run. Křídlo je shodné se starším (a v některých verzích vyprodaným) modelem PZL P.24.

p-11c-kadlub

Bardzo dobrze na zdjęciach wygląda wiatrochron, jest super gładki.

Konkurs!

Podziel się swoimi odczuciami na temat nowego modelu P-11c i polityki polskich firm modelarskich. Wpisz komentarz pod artykułem, tam niżej…

Spośród komentarzy wybiorę za tydzień dwa. Autorzy zostaną nagrodzeni.

Jeden z nich dostanie model Albatrosa D-III Profipack (Eduard 8035) a drugi motocykl Triumph z Bronco 1:35 (35035).

Advertisements

14 uwag do wpisu “P-11c w 1:72 – inwazja z Czech

  1. Trochę mieszasz tematy i kategorie modeli. Wypuszczenie P-11c przez Azura to nie inwazja modeli w stylu Tamigawy. To raczej próba reaktywacji modelu P-24, co z reszta wynika z przytoczonego cytatu po czesku.

    Azur to nadal firma Short Run, obstawiająca egzotykę. Taki mają profil. To nie Eduard lub nawet AZ z ich AH-1 Cobra (dzięki za link do naszej strony AttackSquadron).

    Ja odbieram to raczej nie jako wypieranie polskich firm z rynku, ale drobne kłusowanie na pograniczu.

    Nie chce wypowiadać się na temat polskich firm, i ich wewnętrznej polityki. Myślę ze ogólnie to nie ma w nich wiary w polski rynek. Na forach wypłynęło, że podobno Aeroplast po SW-4 który „słabo się sprzedał” raczej woli tematy światowe, jak choćby Mi-2. Wydaje się, że nasi producenci raczej nie zaryzykują teraz z polskim tematem w stylu Karaś w 1:72.

  2. Ciekawy komentarz, ale następnym razem podaj prawdziwy adres email.

    Na wstępie zaznaczę, że nie jestem pracownikiem czy współpracownikiem żadnej polskiej firmy modelarskiej, pisać na polskich forach przestałem lata temu etc. Jestem przeciętnym sklejaczem i magazynierem, tyle tylko że posiadającym kontakty towarzyskie w polskiej branży modelarskiej.

    Piszesz, Drogi Autorze, że dziwi trochę brak reakcji polskich producentów na ofensywę czeską.

    Zacząć należy od tego, że to nie jest żadna ofensywa. Zaś dziwić raczej może to, że przy tym poziomie narzekania polskiego grajdołka modelarskiego jeszcze komukolwiek chce się tutaj cokolwiek produkować. Wystarczy krótki przelot po polskich forach modelarskich i można z nich wyczytać, że:
    1. Polskie modele są za drogie.
    2. Polskie modele są kiepskie jakościowo.
    3. Polskie modele są nie w tej wersji, konfiguracji, malowaniu.
    4. Polskie modele pełne są błędów.
    5. Modeli polskiego sprzętu jest za mało.
    5. Modeli w polskich malowaniach jest za mało.
    6. Gdyby tylko pojawił się jakiś naprawdę dobry polski model, to sprzedaż w kraju będzie olbrzymia. Firma by na nim zarobiła tyle, że po trzech takich premierach mogłaby wykupić Dragona.

    I gdyby ktoś nie znał polskiego rynku modelarskiego, mógłby w to jeszcze uwierzyć. Ale jeśli ktoś ten rynek zna, a firmy modelarskie w Polsce orientują się w nim znacznie lepiej, niż wybitni analitycy na forach modelarskich, wiedzą że to bzdury.

    Ad 1. Ceny modeli wynikają z kosztów wytworzenia formy, kosztów produkcji, podatków etc. Nowe modele pojazdów IBG w skali 1/72 kosztują 35-40 złotych, nowe modele Dragona kosztują 70-80 złotych. Dwa razy więcej. Mimo to narzekania słychać na ceny modeli IBG, no bo przecież „Dragon tyle kosztuje”.

    Ad 2. Wiele z najnowszych modeli Dragona (i nie tylko) w skali 1/72 ma uproszczenia czy błędy, np. Ersatz M10, Sd.Kfz.232 czy Horch 1a. Ciężko jednak znaleźć ich uczciwą krytykę na polskich forach modelarskich. Za to do modeli produkowanych w Polsce, na przykład przez IBG, jest masa zastrzeżeń. Zastrzeżeń takich, że gdyby przenieść je na modele Dragona, należałoby o nich pisać że są kiepskie jakościowo. Przykład pierwszy lepszy z brzegu – burty Horcha 1a z Dragona są OK, burty Universal Carriera są niedopuszczalnie grube.

    Ad 3. Nie da się zrobić modelu w każdej wersji, tymczasem na forach zawsze będzie coś nie tak. Opony terenowe? Powinny być szosowe. Są szosowe? Powinny być terenowe. A jak przypadkiem będą jedne i drugie, to na pewno nie będzie to ten wzór bieżnika, jaki powinien być. Malowania? Oczywiście, że są lepsze i akurat w tym modelu ich nie zrobili. Na pewno specjalnie.

    Ad 4. Modele są pełne błędów i to jest jasne dla każdego, kto porządnie przeanalizował choć jeden zestaw. Dziwnym jednak trafem to polskie modele na polskich forach są sekowane najbardziej. Czy jest gdzieś wielostronicowy wątek na temat Jeepa Dragona, wyklinający firmę do pięciu pokoleń w obie strony i wróżący jej upadek z powodu wypuszczenia modelu w skali 1/76 zamiast 1/72? Nie ma. Ale za to znajdziemy wątki, w których ignoranci technologiczni będą krytykować IBG za to, że atrapa chłodnicy Fiata 508 ma za mało rurek. Co z tego, że pojedyncza rurka powinna mieć grubość włosa i nie da się jej zrobić w plastiku, a i element fototrawiony będzie bardzo ciężki do zrobienia – powinny być i już.
    Ignorancja „recenzentów” jest zresztą olbrzymia – wytykają firmom błędy, podczas gdy ich „prawidłowe” dane nie są zgodne z rzeczywistością. Modele oceniane są przez przyzmat finezji wykończenia, ale nie przez pryzmat zgodności merytorycznej. Modele ciężarówek Büssing-NAG w 1/35 są mniej finezyjnie wykończone i z tym zgodzi się każdy. Jednak są lepsze merytorycznie, ale komu by się chciało to sprawdzać – jest konkurencja, model jest ładniejszy, nie będziemy sobie głowy zawracać detalami.
    Model tankietki TKS, mimo że jest przeznaczony do wargamingu i jeszcze nie pokazał się w sprzedaży, już został skrytykowany. Ba, dorobił się spiskowej teorii, na mocy której miał być modelem plastikowym, ale że jest tak bardzo straszny, to producent na szybko wymyślił wargaming, żeby gniota jakoś wypchnąć.

    Ad 5. Firma Mirror Models rozpoczęła produkcję modeli sprzętu alianckiego w skali 1/35. Producent odpytany na okoliczność powiedział, że bardzo chętnie umieści polskie malowania, tyle że ktoś musi je opracować. Prośba została wysłana do różnych „ekspertów” gardłujących na forach… i odpowiedzi nie ma. Polskich malowań w tych modelach też nie ma, najwyraźniej nie są nikomu potrzebne.
    Niedawno czeska firma RS Models wypuściła model Milesa Magistera w 1/72, w którym jest malowanie z polskiego 307 Dywizjonu. Umieszczone na prośbę z Polski, opracowane w Polsce na podstawie dokumentów z jednostki. Czy ten fakt został w ogóle odnotowany? Czy ten model cieszy się większą popularnością? Dwa razy nie.
    Ktoś powie, że jeden model mógł być przeoczony. OK, ale przecież praktycznie każdy model IBG ma polskie malowanie, jeśli tylko dany sprzęt był przez Polaków używany. Czy widzimy dziesiątki modeli ciężarówek IBG w polskich malowaniach na forach czy konkursach? Czy w ogóle na forach i konkursach widzimy polskie malowania, a niemieckich czy amerykańskich trzeba szukać ze świecą? Pytanie retoryczne.

    Ad 6. Na forach można znaleźć masę wątków, w których wróży się świetlaną przyszłość producentowi tego czy innego modelu. Ba, gdyby sądzić po samych zapowiedziach nowości, to dystrybutorzy niektórych modeli z samego faktu ich sprzedaży mogliby sobie kupić nowy dom. I tylko jakoś weryfikacja faktów nie chce tych pobożnych życzeń potwierdzić.
    Podobno masy żądają Iskry w 1/48 i przebierają nogami, żeby ktoś dał im wydać pieniądze. Sęk w tym, że taki model już jest. Bardzo dokładny, z żywicy. I nie sprzedaje się w tysiącach egzemplarzy. Podobno dlatego, że jest za drogi. Tyle że model wtryskowy w tej samej jakości kosztowałby tyle samo. A gdyby dodać do niego wszelkie dodatki żywiczne, to i dużo więcej.
    Podobno masy rzucają się na „puławszczaki”, tyle że modeli PZL P.24 z Azura sprzedało się w Polsce raptem kilkaset. Nie, nie kilkaset tysięcy. Kilkaset sztuk.

    Polscy producenci myślą kategoriami rynkowymi i znają potencjał polskiego rynku modelarskiego znacznie lepiej, niż wybitni analitycy na forach. Otóż potencjał polskiego rynku modelarskiego jest znikomy i jeśli firma chce się na rynku utrzymać, musi produkować na eksport. Produkcja na eksport to nie Karaś w 1/72, bo wciąż jest sprzedawany Heller i jego ceny się nie przebije. Produkcja na eksport to „jakaś tam korweta w 1/350” zamiast lepszego Łosia, Mi-2 zamiast SW-4, Bedford QL zamiast Ursusa czy Polskiego Fiata 621.

    Piszesz, Drogi Autorze, że bractwo kleju i pędzla bardzo pragnie Tamigawy w polskich barwach? Być może. Tyle że po takim hipotetycznym Karasiu w 1/72 owo bractwo oczekuje jakości przynajmniej Fine Moldsa, ilości detali niczym w najnowszej Tamiyi 1/32, wszystkich wersji w jednym pudełku oraz malowań do kilkudziesięciu egzemplarzy. To wszystko, rzecz jasna, za cenę 15-20 złotych. No może 30, bo za tyle teraz jest w sprzedaży model Hellera, więc czemu nasz miałby być droższy.

    Specjalistom od wszystkiego, brylującym na forach, przydałaby się najpierw lekcja ekonomii. Prawdziwej, nie tej opartej na pobożnych życzeniach. Potem przydałaby się lekcja rzeczywistości rynkowej, na której zobaczyliby, co się w sklepach sprzedaje, jak wiele tego się sprzedaje i dlaczego się sprzedaje. A na koniec przydałaby się lekcja pokory, bo tych kilkuset osobników pokrzykujących na forach nie jest żadnym przedstawicielstwem dla mniej więcej 100 tysięcy osób klejących modele w Polsce. Nie jest też partnerem do dyskusji z firmami, bo z ludźmi tak bardzo nastawionymi roszczeniowo i opowiadającymi idiotyzmy po prostu się nie rozmawia. Nie dlatego, że firmy pogardzają modelarzami – absolutnie nie, firmy cenią sobie kontakt. Z tymi pokrzykującymi i wiecznie niezadowolonymi nie rozmawia się dlatego, że nikt nie chce rozmawiać z ludźmi, którzy na każdym kroku pokazują, że mają niewielki kontakt z realiami rynkowymi.

    I skoro wszystko zawsze jest źle, to nie ma co się dziwić polskim firmom, że nie wierzą w polski rynek.

    • Rynek modelarski trapią te same problemy co i inne segmenty rynku. Konsumenci chcieli by mieć frykasy za cenę z dyskontu. Typowa polska kwadratura koła. Ludzie mają mało pieniędzy (a ci co mają kasę, to na ogół interesują się tym co jest tryndy, a modelarstwo póki co nie jest tryndy), a z drugiej strony koszty pracy, materiałów, marże handlowców itd. (o czym pisał kolega) są takie, że nie pozwalają na niską cenę produktu w sklepie. Symptomatyczna jest dla mnie różnica pomiędzy ilością polskich firm wytwarzających modele lub choćby elementy do konwersji a ilością takich firm w małych Czechach. To zmusza do myślenia. Podejrzewam też, że model Azura przy całych swoich wadach wynikających z zastosowanej technologii czy ograniczeń skali będzie bardzo ciekawą propozycją dla polskich modelarzy, o ile zadadzą sobie trud i wyliczą ile by ich kosztowała tańsza alternatywa, do której trzeba by zakupić zestawy do konwersji i dodatkowe malowania.

    • No cóż, jako uczestnik forum modelarskiego czuję się wywołany do tablicy. Tak więc „zróbmy to po numerach”, jak by powiedział Detrytus.

      Ad.1 – Niestety, polskie modele generalnie są drogie – porównajmy, proszę nowe wypusty Airfixa, pochodzące także z form stalowych – choćby zestaw obsługi lotniska. Dwa samochody, przyczepa, ciągnik z wózkami pod bomby, motocykl, rower plus podest itp. Cena – ledwie półtorej ciężarówki IBG w skali 1:72. A w pudle mamy trzy pojazdy plus akcesoria.

      Ad.2 – Owszem, błędy są krytykowane, choć owszem, błędy „poloników” są krytykowane głosniej. Ale to wynika chyba z przegłodzenai naszego rynku. Chcemy coś mieć swojego i buble nas nie zadowalaja.

      Ad.3 – Cóż, błędny dobór kół, śmigła, etc. wynika jednak głównie z niedbalstwa wykonawcy. A nie każdy posiada tak rozwinięte umiejętności manualne, by takie rzeczy skorygować we własnym zakresie, gdy brak jest zamienników lub są zbyt drogie.

      Ad.4 – W sprawie Fiata 508/III, to maska silnika jest za wysoka, niewłaściwe są tez felgi kół. Akurat zdjęć PF 508 jest dużo i są one powszechnie dostępne, zatem takie błędy mogą irytować.
      Bussingi-NAG są po prostu toporne i horrendalnie drogie, lepszą jakość oferują nowe modele MIniArtu (GAZ AA, AAA, MM),w dodatku zawierają blachy fototrawione, I sporo mniej kosztują
      Co do takkietki TKS z serii „Wrzesień 1939” to posiada ona bardzo dobrze wykonany układ jezdny. NIestety, reszta już nie wyglada różowo. Trzeba górną płytę pancerza (z włazami) wykonac od nowa, nie ma bowiem nic wspólnego z rzeczywistością. Podobnie osłona lufy nkm FK-A – otwór na lufę broni nie znajdował się w osi symetrii, lecz był przesunięty w bok, stąd konieczna jest korekta kształtu tego elementu. To znów wynik niedbalstwa wytwórcy.

      Ad.5 – Co do RS Models – przykro mi, ale ten model jest o wiele za drogi, by „trafił pod strzechy”. Ponad 60 PLN za parę części na krzyż to nieporozumienie.

      Ad.6 – Cóż, model TS-11 Iskra w 1:48 jest, ale do doskonałości mu daleko.A chyba nietrudno zgromadzić odpoweidnia dokumantację i zrobić to poprawnie? W 1:72 jest jeszcze gorzej.
      A czy model zywiczny musi być drogi? Nie, nie musi. Dowodzi tego przyklad modeli RWD-1, RWD-2 i PZL P.8/I wykonanych przez pana Marcina Kuźniara. Bardzo dokładne, finazyjnie wykonane, kilkadziesiąt złotych tańsze od wypustów Ardpolu.

      P.24 dobrym przykładem nie jest, bo ileż to tych samolotów latało z biało-czerwonymi szachownicami?

      Szanowny Przedmówco!

      Nasze „bractwo kleju i pędzla” rzeczywiście pragnie modeli „poloników”. Rzeczywiście pragnie wysokiej jakości. I jest skłonne zapłacić za tę jakość. Ale nie lubi być robione w balona.
      Mamy przykłady, że modele dobrej jakości nie muszą wybijać sufitu poziomem ceny. Ucieszylibysmy się z Karasia czy Łosia (a najlepiej obydwu) wykonanego na poziomie nowych Airfixów (Gladiator, Focke-Wulf Fw 190) w 1:72. Taki model byłby zresztą najlepszy, idealny zarówno dla początkujcych jak i zaawansowanych.

      • W odpowiedzi posłużę się wielokrotnie terminem „polski modelarz forumowy” (dalej: PMF), jaki usłyszałem kilka lat temu na zawodach modelarskich. Nie oznacza to, że każdy piszący na forach modelarskich jest PMF, ale są one zdecydowanie pełne takich ludzi. Stosowanie tego terminu jest o tyle wygodne, że czują się nim obrażone wyłącznie osoby spod znaku PMF. Niewielka część świetnych polskich modelarzy na forach obecna wcale tego określenia nie bierze do siebie.

        Ad.1 Jak wspominałem, przeciętnemu PMF przydałaby się lekcja ekonomii. Airfix jest częścią wielkiego koncernu Hornby Hobbies. Na tyle wielkiego, że w 2006 roku mógł wydać na zakup Airfixa 2,6 mln funtów, a w 2008 mógł zakupić Corgi za 7,5 mln funtów. Pięćdziesiąt milionów złotych na inwestycje w ciągu 18 miesięcy to jest operowanie zupełnie innymi wartościami finansowymi, a tym samym zupełnie inne możliwości.
        Zrobienie stalowych form kosztuje tyle samo dla każdej firmy, ale duży koncern może sobie pozwolić na znacznie niższą cenę produktu, bo rozłoży koszt inwestycji w formę na 15 lat. Mała firma rozłoży zwrot kosztów na 3 lata, bo najzwyczajniej w świecie nie ma takiej gotówki, żeby ją mrozić w formach na dekadę. Tego przeciętny PMF nie jest w stanie zrozumieć i dlatego mamy absurdalne porównania małych polskich firm do dużych koncernów.

        Ad.2 Owszem, błędy są krytykowane, choć owszem, błędy “poloników” są krytykowane głosniej.
        Za uczciwą krytykę nikt poważny się nie będzie obrażał, ale owo „głośniej” to już krytyka nieuczciwa. Nieuczciwą krytyką nikt nie będzie się przejmował, a takich krytyków nie będzie brał poważnie. Szczególnie że znaczna większość tej krytyki jest bezpodstawna, a zadziwiająco często „błędy” wynikają z niedouczenia PMF, niż z faktycznych pomyłek producentów.

        W krajach cywilizowanych rozmawia się z producentem, wskazuje się błędy, wspólnie pracuje się nad ich poprawą i… kupuje się te krytykowane modele. Wszystko po to, żeby producent miał z czego żyć i żeby miał z czego inwestować w kolejne, coraz lepsze modele. Na polskich forach modelarskich widać festiwal jęczenia i narzekania, bo przecież znowu nie ma ideału za 5 złotych.

        Ale to wynika chyba z przegłodzenai naszego rynku. Chcemy coś mieć swojego i buble nas nie zadowalaja.
        To wynika wyłącznie z postawy roszczeniowej. W przypadku P.11 można znaleźć wypowiedzi skarżące się na brak struktury wewnątrz kadłuba, w niewidocznej po sklejeniu części. Takich rzeczy nie ma w zasadzie żaden mały model w skali 1/72 i to nikomu nie przeszkadza. W przypadku jedenastki to nagle zaczyna być wada uniemożliwiająca budowę modelu. Takich przykładów są dziesiątki, a przez wszystkie przebija mieszanina braku wiedzy o możliwościach technologicznych, ekonomii produkcji oraz roszczeniowości.

        Przegłodzenie to bzdura, ale bardzo silna na forach. Modeli polskiego sprzętu są dziesiątki, wystarczy tylko chcieć je robić. Tymczasem na polskich (!) forach modelarskich modele polskiego sprzętu nie stanowią nawet połowy. Oficjalny powód: nie ma dobrych modeli. Tyle że przy tym nastawieniu nigdy nie będzie modeli wystarczająco dobrych, żeby zadowolić PMF, bo przecież zawsze da się znaleźć jakąś mniej bądź bardziej faktyczną wadę. A jak model nie będzie miał wad, to z całą pewnością będzie za drogi.

        Ad.3Cóż, błędny dobór kół, śmigła, etc. wynika jednak głównie z niedbalstwa wykonawcy.
        Ale nie o tym mowa w tym punkcie, drogi kolego. W tym punkcie jest mowa o tym, że przeciętny PMF jest roszczeniowym głupkiem, który domaga się niemożliwego. Jeśli pojazd miał 10 rodzajów bieżników opon, to które są te „dobre”, a które „błędne”? Te, które na danym forum ogłoszono dobrymi? Nie da się zrobić modelu z 10 rodzajami bieżników opon i to trzeba zrozumieć. Podobnie nie da się umieścić każdego malowania, o jakim modelarze pomyślą. Właśnie dlatego mamy rynek dodatków i kalkomanii.

        A nie każdy posiada tak rozwinięte umiejętności manualne, by takie rzeczy skorygować we własnym zakresie, gdy brak jest zamienników lub są zbyt drogie.

        Przeciętny PMF gromko pokrzykuje, jakim to jest doskonałym modelarzem, tymczasem w tej krytyce produktów widać przede wszystkim jedno: brak podstawowych umiejętności modelarskich. Jakieś 30 lat temu nieosiągalne modele Messerschmittów 109 były budowane z łatwo dostępnych czeskich Avii S-199. Dziś taka przeróbka to rzecz dla przeciętnego PMF niczym wyprawa na Mount Everest. Ćwierć wieku temu szpachla robiona z topienia ramek wtryskowych w rozpuszczalniku oraz pilnik to były jedyne narzędzia. Dziś w warsztacie można mieć setki wyspecjalizowanych narzędzi, rynek chemii modelarskiej jest olbrzymi, a mimo to jeśli do modelu nie ma dodatków żywicznych i fototrawionych, to przeciętny PMF się za budowę nie zabierze.

        Ad.4 I znowu, drogi kolego, nie rozumiesz o czym mowa. Mowa jest o krytyce błędów modeli, które są błędami wynikającymi z kombinacji możliwościach technologicznych oraz sensownej ceny. PMF nie ma pojęcia, że technologicznie nie da się zejść poniżej pewnej grubości tworzywa dla dużych powierzchni i poniżej pewnej grubości tworzywa w ogóle. PMF będzie krytykował model i takie „błędy” wychodząc na idiotę, bo w końcu po co mu wiedza technologiczna. Ewentualnie stwierdzi, że producent „powinien dać blaszkę” — chyba tylko po to, żeby można było narzekać na wysoką cenę.

        Do niewiedzy technologicznej dotyczącej produkcji modeli dochodzi brak wiedzy technologicznej dotyczącej samej produkcji seryjnej sprzętu, modyfikacji na linii produkcyjnej, modyfikacji w warunkach polowych czy choćby samych różnic wynikających z tolerancji podczas procesu produkcyjnego. Znany jest przypadek czołgu T-28 mającego jeden bok kadłuba dłuższy od drugiego o 15 cm, znane są przypadki nierównomiernej grubości pancerza odlewanego, znane przypadki (współczesne) nienanoszenia zmian konstrukcyjnych na planach.

        Ta niewiedza nakłada się z kolei na niewiedzę dotyczącą procesu rysowania planów, analizy wymiarów ze zdjęć, zniekształceń optycznych etc., co potrafi skutkować olbrzymimi przekłamaniami w planach.

        Przekonanie o własnej wszechwiedzy jest proporcjonalne do ignorancji technicznej PMF, dlatego będzie perorował o błędach do poprawienia. Choć tak naprawdę w przynajmniej połowie przypadków oznaczać to będzie wprowadzanie błędów do modelu lub wieszanie psów na dobrym zestawie.

        Ad.5I jeszcze raz nie rozumiesz, drogi kolego, o co chodzi. A chodzi o to, że różni PMF gardłują za produkcją modeli polskiego sprzętu i w polskich malowaniach, choć ich nie robią. Tymczasem producenci są świetnie zorientowani w takich „drobiazgach”, więc nie będą produkować czegoś, co nie idzie i będzie leżało im na magazynie. Będą produkować to, co ma szansę zbytu na rynku. A jeśli polski rynek nie chce, z pocałowaniem w rękę weźmie to zachodni, któremu modele polskich firm nie śmierdzą.

        Ad.6 A czy model zywiczny musi być drogi? Nie, nie musi. Dowodzi tego przyklad modeli RWD-1, RWD-2 i PZL P.8/I wykonanych przez pana Marcina Kuźniara.

        Czas na kolejną lekcję ekonomii, drogi kolego, bo widać wyraźnie że jej nie odrobiłeś. Marcin Kuźniar (którego niniejszym pozdrawiam) jest świetnym modelarzem i projektuje fantastyczne modele. Tyle że nie jako firma, bo to modele robione dla siebie. Można by rzec, że udostępniane do sprzedaży towarzysko, bo to działalność rzemieślnicza czy raczej artystyczna, a nie seryjna produkcja modeli.

        Gdyby Marcin zdecydował się na otwarcie firmy modelarskiej, musi:
        ♦ co miesiąc odprowadzać ZUS, w tej chwili to ponad 1000 złotych;
        ♦ co miesiąc odprowadzać podatki;
        ♦ zapłacić komuś za zaprojektowanie modeli, ewentualnie wliczyć koszt swojego projektowania w cenę modelu — bo przecież z czegoś musi żyć, gdy czas zajmuje mu projektowanie.

        Doskonały P.8 kosztował jakieś 80 złotych, powiedzmy że te wszystkie koszty podniosłyby jego cenę do 100 złotych. Załóżmy, że w tym wszystkim jest nawet jakiś zysk, bo przecież firma oprócz zarabiania na koszty powinna być opłacalna. Zatem 100 zł to jest cena netto, do której należy doliczyć 23% VAT, dzięki czemu mamy 123,00 zł. Sprzedawcy w sklepach doliczą do tego średnio jakieś 30% marży. Wyjdzie 159,90 zł i ta cena zadziwiająco przypomina cenę modeli Ardpolu. Ciekawe dlaczego.

        Nasze “bractwo kleju i pędzla” rzeczywiście pragnie modeli “poloników”. Rzeczywiście pragnie wysokiej jakości. I jest skłonne zapłacić za tę jakość. Ale nie lubi być robione w balona.

        W obliczu wcześniejszych stwierdzeń powyższe oświadczenie można nazwać jedynie mijaniem się z prawdą. Przed momentem wysokiej jakości model Magistera, w polskim malowaniu, kosztujący jedyne 60 złotych (tak naprawdę mniej, a na Eday 2013 kosztował 30 zł), został określony jako zbyt drogi. Pozwolisz, że zacytuję: Ponad 60 PLN za parę części na krzyż to nieporozumienie. Otóż nie, drogi kolego, to jest właśnie wysoka jakość, za którą podobno byłeś gotów zapłacić.

        Mamy przykłady, że modele dobrej jakości nie muszą wybijać sufitu poziomem ceny. Ucieszylibysmy się z Karasia czy Łosia (a najlepiej obydwu) wykonanego na poziomie nowych Airfixów (Gladiator, Focke-Wulf Fw 190) w 1:72. Taki model byłby zresztą najlepszy, idealny zarówno dla początkujcych jak i zaawansowanych.

        Obaj doskonale wiemy, że to byłaby prawda tylko w jednym przypadku — gdyby ten Karaś czy Łoś wyglądał jak modele Fine Moldsa, miał setki części pozwalających na zrobienie każdego egzemplarza oraz masę idealnie przygotowanych malowań, a kosztowałby 30 złotych. O czym napisałem w pierwszym komentarzu, a co swoją repliką potwierdziłeś w całej rozciągłości.

        Właściciela przepraszam za przydługi komentarz i na tym obiecuję zakończyć.

      • Przepraszam, błąd techniczny w punkcie trzecim. Prawidłowo powinien wyglądać tak:

        Ad.3Cóż, błędny dobór kół, śmigła, etc. wynika jednak głównie z niedbalstwa wykonawcy.
        Ale nie o tym mowa w tym punkcie, drogi kolego. W tym punkcie jest mowa o tym, że przeciętny PMF jest roszczeniowym głupkiem, który domaga się niemożliwego. Jeśli pojazd miał 10 rodzajów bieżników opon, to które są te „dobre”, a które „błędne”? Te, które na danym forum ogłoszono dobrymi? Nie da się zrobić modelu z 10 rodzajami bieżników opon i to trzeba zrozumieć. Podobnie nie da się umieścić każdego malowania, o jakim modelarze pomyślą. Właśnie dlatego mamy rynek dodatków i kalkomanii.

        A nie każdy posiada tak rozwinięte umiejętności manualne, by takie rzeczy skorygować we własnym zakresie, gdy brak jest zamienników lub są zbyt drogie.

        Przeciętny PMF gromko pokrzykuje, jakim to jest doskonałym modelarzem, tymczasem w tej krytyce produktów widać przede wszystkim jedno: brak podstawowych umiejętności modelarskich. Jakieś 30 lat temu nieosiągalne modele Messerschmittów 109 były budowane z łatwo dostępnych czeskich Avii S-199. Dziś taka przeróbka to rzecz dla przeciętnego PMF niczym wyprawa na Mount Everest. Ćwierć wieku temu szpachla robiona z topienia ramek wtryskowych w rozpuszczalniku oraz pilnik to były jedyne narzędzia. Dziś w warsztacie można mieć setki wyspecjalizowanych narzędzi, rynek chemii modelarskiej jest olbrzymi, a mimo to jeśli do modelu nie ma dodatków żywicznych i fototrawionych, to przeciętny PMF się za budowę nie zabierze.

  3. No cóż cieszy że polski sprzęt robią w modelach. Szkoda jednak że to nie polska firma stara się promować tematy. Czesi w ogóle są mocni na rynku modelarskim i to od dawna. Masa żywic i konwersji pochodzi właśnie z Czech. My też mamy kilku dobrych producentów i widzę że powoli się to mnoży ale idzie to naprawdę wolno. Może z drugiej strony u nas w kraju dopiero buduje się taki rynek a w Czechach jest to od dawna.Może pora Nam Polakom dać wreszcie wiarę w SWOJE a nie cudze produkcje. Bo My też potrafimy tylko chyba nie wierzymy w to co robimy bo zachód nas zalewa swoimi wyrobami.

  4. Dzięki za komentarze. Widzę, że temat nie wzbudził takich emocji jak ten o szurniętych modelarzach.

    Najdłuższy i najciekawszy wpis ma „taki jeden”. Niestety nie podął on ani imienia ani emaila – odpada z konkurencji.

    Model motocykla 1:35 wygrywa ZU-23
    Model Albatrosa wygrywa Sebastian

    Proszę zwycięzców o kontakt z emaila podanego przy komentowaniu – prześlijcie adres wysyłki na email:
    grzech.ochotnik(xyz)o2.pl

    • Nie podał, bo nie chciał brać udziału w konkursie, a jedynie wyrazić opinię. Anonimowo, żeby nie skupiać się na personaliach, ale by skupić się na treści komentarza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s